20.10.2014

Back to Black

Przedwczoraj byłam jeszcze blondynką, dziś moje włosy są niemalże czarne. Nie wiem, co mi rok temu strzeliło do głowy z tym blondem, serio - dopiero teraz widzę, że nie był to mój najlepszy życiowy pomysł. Zresztą, nie jestem chyba tym typem osoby, która mogłaby żyć z wiecznie tym samym kolorem na głowie czy nosić ubrania w tym samym stylu do końca swoich dni.

Poniższe zdjęcia nie przedstawiają najbardziej spektakularnego outfitu tysiąclecia, ale bynajmniej nie jest mi z tego względu przykro - chodzę tak ubrana naprawdę często i nie odczuwam potrzeby przebierania się w wymyślne fatałaszki tylko na potrzeby bloga. Mam nadzieję, że wybaczycie mi i to, i moją dość długą nieobecność. Już teraz widzę, że klasa maturalna to nie najlepszy rok na stawianie swoich pasji na piedestale (zastanawia mnie, czy kiedykolwiek w życiu jest na to czas?).

Całe szczęście powoli nadchodzą moje ulubione miesiące w roku. W sklepach szczerzę się do uśmiechniętych dyń (uznajmy, że to normalne) i wyczekuję swojej osiemnastki. Dziś powinnam już chyba zamilknąć, bo ten wpis zaczyna podchodzić mi amerykańskimi powieściami dla trzynastolatek i aż mi trochę głupio.
Do następnego!

The day before yesterday I was a blonde and today my hair is almost black. I have no idea what I was thinking about when last year I decided to bleach it - now I see that wasn't my best idea. Or maybe I am just this kind of person who can't look the same all the time.

The outfit you can see in the pictures isn't really creative and to be honest I don't care about it. I am not sure if these words fit a girl who calls hereself a style blogger, but I just wear these clothes really, really often and I see no reason for not showing them  here. I hope you'll forgive me this, and my long absence - I already see that the last year of high school isn't the best time for blogging (will I ever find some time to do it as often as I wish I did?).

Luckily, the best months in year are coming. I am smiling at happy pumpkins in shops (let's pretend it's normal) and I am waiting for my 18th birthday. Okay then, I think I should stop writing for today - this post seems a bit like an american novel dedicated to teenage girls.
See you soon!

|sh sweater | stradivarius jeans | topshop shoes|

18.09.2014

The striped tragedy

Cześć wszystkim! Nareszcie znalazłam chwilę, by się do Was odezwać i strasznie się z tego cieszę. Niestety, nie mam pojęcia, o czym mogłabym napisać (na pewno właśnie zachęciłam wszystkich do dalszej lektury), bo wiecie - jakoś tak nic ciekawego się u mnie ostatnio nie dzieje. Chyba wszyscy już wiemy, że sens mojego bloga to nie do końca mój styl (szczerze mówiąc to nie wiem, czy toto w ogóle zasługuje na miano stylu), ale raczej moje niezwykle interesujące wypociny. Niestety, dzisiaj mam gorszy dzień, albo moje zwyczajowe pisanie w akompaniamencie Trudnych Spraw czy innego Szpitala powoli przestaje dawać efekty (co oznacza, że raczej nie przeczytacie u mnie posta o organizacji pracy).

Chyba powoli uzależniam się od prostoty i przestaje mi zależeć na zaskakiwaniu innych oryginalnością mojego stroju, bo (prawdopodobnie nie popiszę się w tym momencie kreatywnością) ostatnią sobotę spędziłam na robieniu zakupów, a raczej na gorączkowym poszukiwaniu jakiejś basicowej koszulki. Po, bagatela, trzech godzinach znalazłam ten oto t-shirt w paski. Cud, miód, malinka - luźny i wyjątkowo przyjemny. Z ogromną radością pobiegłam więc do kasy... i tutaj by się kończyła radosna blogowa historia. Moja skończyła się w momencie, w którym po zrobieniu poniższych zdjęć z wdziękiem narzuciłam na siebie kurteczkę i z jeszcze większym wdziękiem zapięłam suwak, przy okazji przycinając nim swoją nową, śliczną bluzeczkę, co poskutkowało dziurą na mniej więcej trzy kilometry. Fail.

Hello everybody! I've finally found some time to write a new post and I am so happy about this, but unfortunately I have no idea what to write (my amazing readers encouraging abilities...), because, to be honest, this week I haven't done anything worth writing about. It's a sad fact, because everybody around knows (I hope) that my blog is not exactly about fashion or style (do I even have any?). It's rather about my super interesting thoughts. And today I've got an uninteresting emptiness in my head. Maybe it's just my bad day, or maybe I should stop watching stupid tv programmes during writing (I am probably not a good person to make a work organizing guide).

As you can see in these pictures, lately I am a bit obsessed with simplicity and I don't care about an original look. I decided to spend my saturday in such creative way - I went shopping and I was looking for a basic striped t-shirt for a few hours. But I found it, and it was one of the happiest moments in my life. The t-shirt is perfect - it's oversized and the fabric is really nice. I couldn't wait to share my hapiness with you.... and stories like this usually end this way. But not in this case. My story endend when I put on a jacket, zipped it up and cropped my new cute top and did a huge hole in it. Fail.

Zara t-shirt, Calzedonia pants, Parfois bag, River Island shoes


08.09.2014

OOTD and the story of my life

Jeśli kiedykolwiek zastanawiałyście się, co w co się ubrać w sobotni wypad do meblowego (wewnątrz mojej głowy nadal toczy się walka - odmieniać słowo IKEA, nie odmieniać?), moja cudowna, niepowtarzalna rada brzmi: byle co. Po kilku godzinach latania z wywieszonym językiem i zastanawiania się, który zapach świeczki jest lepszy (jest to wbrew pozorom ogromny, życiowy dylemat) będzie Wam to bardzo, bardzo obojętne.
Co w takim razie miałam na sobie? Biały, basicowy t-shirt, ulubiony kardigan, leginsy i trampeczki, które mają już chyba z cztery lata. Aha, i jeden komentarz do poniższych zdjęć: tak, mam na nich brzydkie włosy i metrowy odrost. Akurat jestem w trakcie czytania "Rzeźni numer pięć" Vonneguta (z serii: chciałam się pochwalić, że umiem czytać coś więcej niż Vogue), więc jedyne, co mam do powiedzenia, to: zdarza się.

Have you guys ever thought about what to wear if you're going to do some interior shopping? Yes? Here you got the answer: wear just anything. After five hours spent on smelling candles (choosing the right smell is always the hardest thing) you won't care about your outfit anymore.
In these pictures my hair is ugly and my only comment to this is: so it goes (I'm reading Slaughterhouse-Five now. Wow, do bloggers read books? Really? Really!).


COS t-shirt, Vero Moda cardigan, Wittchen bag, Calzedonia pants, Converse sneakers

Aha, no i... zaczęła się szkoła. Moim największym błędem w ciągu tych wakacji było to, że w sierpniu nie odpuściłam sobie telewizji i internetu. Nie, nie chodzi o to, że zmarnowałam życie na siedzenie w internetach (no dobra, o to trochę też), ale o fakt, że choćby jak człowiek się starał, to nie uniknie wysłuchiwania o powrocie do szkoły. Wiem, że to chwyt marketingowy, wiem, że sama mówiłam, jak lubię kompletować urocze przybory, ale ludzie, dwudziestego sierpnia jestem już na tyle zdegustowana kończącymi się wolnymi dniami, że już naprawdę nie potrzebuję do tego wszystkiego krzykliwego pana z telewizji, pytającego, czy spakowałam już zeszyty.

Niestety, teraz nic już z tym nie zrobię, a w przyszłym roku pewnie niewiele mnie to obejdzie. Nie poradzę też nic na to, że wakacje się skończyły, a ja jestem w klasie maturalnej i czuję się kompletnie nieprzygotowana psychicznie na nadchodzące stresy. Mój pracujący jak zwykle na najwyższych obrotach mózg jakoś pominął maj 2015 w swoim kalendarzu i tak oto tydzień temu zaczęłam urządzać moje wyimaginowane studenckie mieszkanie. Pogratulować optymizmu.

Co prawda lato się skończyło, ale wraz z nim skończyły się też upały, które chyba w tym roku postanowiły mnie zwyczajnie unicestwić (selekcja naturalna, czy coś). Teraz pozostają już tylko ciepłe, miłe swetry, dobra herbata i cudowne, jesienne wieczory.
Mam nadzieję, że damy jakoś wszyscy radę, a w szczególności my, wspaniali (tutaj bez ironii) tegoroczni maturzyści.
Do zobaczenia (i powodzenia), dodam coś nowego najszybciej, jak będę mogła. :)

Uhm.. And the schoolyear has just started. I regret that I didn't turn off my tv and laptop last month. No, no, it isn't about that I wasted my holidays (ok, maybe a just a little) on watching stupid films on youtube.. I just want to say that it's totally impossible to avoid school topics in August (schoolyear in Poland starts on the 1st of September - students in my country are actually lucky).... I like buying stuff like adorable pens, that's true. But guys, in the middle of August I am depressed enough to get sick just from hearing the "s" word (schooool), so I don't need a noisy guy from TV spot who's asking me if I have my notebooks packed.

Unfortunately, this year I can't change it anymore. I also can't help that I'm a high school graduate. Am I ready for this stressful year? The answer is easy: I am definitely NOT ready for it. My brain (which works hard as always, after all I'm a blonde) doesn't think about my exams (this tragedy is going to happen in May 2015), so I've started searching for decorations to my room when I'll be a student. Good luck to myself.

I said goodbye to summer a week ago and I didn't cry. I am pretty sure I am destined to be killed by heats. I'm safe now. I'm saying hello to my lovely friend, autumn. I'm saying hello to warm knits and hot chocolate.
Have an amazing week everyone. See you, I'll try to add something soon!
.
IKEA rug and plushie

22.08.2014

We don’t need no shows

Miło wyczekuje się jesieni, mając jeszcze w perspektywie lato, słońce, może jakiś wyjazd. Kubki termiczne, kakao, ciepłe kapcie są przecież takie super! Gorzej, jak między tymi wszystkimi błahostkami powoli prześlizguje się melancholia i inne małe, ponure paskudy...
Naprawdę nie wiem, co się tutaj porobiło takiego, że wkradło się zwykłe narzekanie i smęcenie, którego staram się zazwyczaj unikać jak ognia. Ale też właśnie w takich chwilach strasznie się cieszę, że mam tego bloga i że tak dużo tu tego materializmu i kultu przedmiotu. Bo wiecie, z jednej strony to są zwykłe rzeczy, wcale nie najważniejsze i wcale nie są one do pełni szczęścia potrzebne, jednak czasami dobrze jest skupić się na właśnie czymś takim.
A więc, co u mnie? No cóż, powoli, bardzo powoli, bo jeszcze trochę nie dowierzam kupuję zeszyty i obklejam je naklejkami w kształcie zwierzątek, rozważam zmianę fryzury, spotykam się ze znajomymi i piję kawę w hipsterskich kawiarniach. Coraz mniej czytam, coraz więcej piszę.
Przepraszam, że dzisiaj tak krótko, bo trochę powiało hipokryzją, niby dużo piszę, a na blogu tekstu niewiele. Kilka postów jest prawie gotowych, jednak zdecydowana większość jest jednak w fazie roboczej, niby ciągle nad nimi pracuję, ale wciąż coś mnie rozprasza. Wszystko działa na zasadzie myślę, piszę coś przez godzinę, a następnie wszystko kasuję.
Jeszcze nie wróciłam do codzienności, a już jej szczerze nienawidzę. Po prostu.

It's  really nice to think about autumn when there's still summer around. Huge, cute mugs, hot tea, cozy slippers... aren't these things so cool? But hey, autumn isn't only about great stuff like this. You know, melancholy is probably the most popular feeling in this season. And this emotion actually sucks.
Oh, what happened here, to this happy page? I have no idea, but I'm doing something wrong, because I hate writing such deep things in public, you know. However, I'm so glad that I own this blog in moments like this, I love this materialism, the worship of things. Because things are just things, they aren't important or something and people say that they won't make your life any better. But the sad truth is that they actually will, because it's so good sometimes to think about something... trivial.
So, how am I? I'm slowly buying school stuff like notebooks and then stick to them animal shaped stickers, I'm thinking about my hair (nothing has changed in this topic), I'm drinking coffee in cafes. The more I write, the less I read.
I am so sorry for this short post today, it sounds like a little bit of hipocrysy, I said I'm writing a lot lately, and then I'm adding almost nothing on the blog. But yeah, I'm still working on my posts and they're going to be published soon. I just need some time.
I haven't returned to my everyday school life, but I sincerely hate it already. Nothing more than that.



She's a riot t-shirt, Calzedonia pants, Mel by Melissa flats, Zara bag