24.04.2014

ordinary love

No, no! Wiosna w pełni. Ciepło. Raz słoneczko, raz orzeźwiający deszczyk (z mojego zamiłowania do pisania o pogodzie wynika, że świetnie odnalazłabym się w roli pogodynki), ale kto by tam się nim przejmował, biorąc pod uwagę fakt, że tyyyle wolnego przed nami? Z drugiej strony mam nadzieję, że jednak nie spadnie jakiś grad czy coś w tym rodzaju. 

Ostatnio pisanie idzie mi wyjątkowo opornie. Nie wiem, jak to jest mieć lekkość pióra, nigdy jej nie posiadałam, a podczas pisania ostatniego felietonu do gazetki szkolnej (uhu!) prawie wgryzłam zęby w ścianę z bezsilności i jeśli dalej tak wspaniale będzie mi szło, to po prostu w następnym poście wkleję właśnie jego - może i nie jest stricte o modzie, ale tak właściwie to trudno mi ocenić, czy ten blog jest szablonowym blogiem modowym. Chyba nie.
Swoją drogą, dobrze, że moja matura dopiero za rok - z moim aktualnym tempem może zdążyłabym na niej zanalizować ze trzy zdania. To chyba kara od losu za to ciągłe darcie mordy, że "ja to kocham pisać, nic innego robić w życiu nie chcę". No, teraz to ja już niczego nie jestem pewna, fantastycznie.

Przejdźmy jeszcze do tego nieszczęsnego "co mam na sobie". A więc, na sobie mam kardigan kupiony w Tesco (jak widzicie, high fashion to moje drugie imię) i całkiem nową torbę z Wittchen, z której wielkości nie zdawałam sobie sprawy, dopóki nie zobaczyłam jej na zdjęciu. Nie wiem, jak ja to robię, że i tak jest dla mnie za mała, naprawdę.


Hello, spring! It's so warm outside, who cares about that it rains sometimes (btw. I see that I love writing about the weather, I think that I could be a great weather presenter)? The long weekend is coming and I am so excited about these lazy days, I hope I'll realize at least a part of my plans.

Well, I am not so good at writing lately, actually I've never said I am talented or something, but you know - I've always liked it. Lately it takes me a few hours to write anything.
Luckily I don't have to write my exams this year, If I had to do this, I probably wouldn't pass them. By the way, I have no idea what to do with my life now - I used to say "I was born for writing, I love this". Huh, really? So now I have no idea for my future.
A few words about the clothes I'm wearing - I bought this cardigan in Tesco (high fashion is my best friend, as you see) and the bag is from Wittchen. It's really handy, but of course - still too small for me.

16.04.2014

I tried

Dzisiaj szybki post, w którym pochwalę się tym, co ostatnio sobie kupiłam. Zdaję sobie sprawę z tego, że zamiast wstawiać zdjęcia rzeczy wiszących na wieszaku równie dobrze mogę użyć tych ze strony sklepu, dlatego uznałam, że lepsza jedna fotka na której ubrania mam na sobie, nawet jeśli została ona zrobiona naprzeciwko mojego domu.
Kurtka moim zdaniem jest super, mimo, że jakość nie powala, a sukienka jest najładniejsza, jaką mam (i wcale nie dlatego, że mam ze dwie). Lubię kupować w sieciówkach, nic nie poradzę.
A jak już o nich mowa, w moim mieście rozbudowali jedno z centrów handlowych i otworzyli m. in. fajną drogerię, której wcześniej u nas nie było - tak tam poszalałam, że aż kupiłam żel pod prysznic. Jeśli ktoś kiedyś zastanawiał się, jak wyglądają zakupy życia - właśnie znalazł odpowiedź.

I'm going to do a little haul today (even if I'm still not ready to do it on yt, blogger is a good place too). I know that posting photos of clothes on hangers isn't really interesting, because I could post a link to an online store as well, so I'm adding a picture of me wearing my newest stuff. I hope you don't care about the place the picture  was taken, it was actually opposite to my house, but shhh.
A few words about these clothes: the jacket is cool and the dress is my favourite (and not only because of that I have two of them in my closet, right?). The quality of these things is actually okay... I just can't help that I like high  street shops, sorry.
And when it comes to high street shops, they opened a few new ones in my city, for example a kind of drugstore that I've never been before. As always, I've done a shopping of my life and I bought... a shower gel. #yolo
mango dress, stradivarius jacket

01.04.2014

Let me live that fantasy

Powiadają, że rozstania są trudne, ale moim zdaniem trudniejsze są powroty -przynajmniej jeśli chodzi o blogowanie. Czas jednak na wyrobienie sobie nowych blogowych przyzwyczajeń - więcej systematyczności, więcej dłuższych tekstów, lepsze fotki. Całe szczęście kiedy po przejściu pięciu milionów kilometrów udało się znaleźć całkiem fajne tło do zdjęć, bo nie wiem, jak by się to wszystko skończyło. A tak...
Fanfary, oklaski, deszcz konfetti - WRÓCIŁAM.

Wierzcie mi lub nie - kiedy piszę te słowa, jest dokładnie godzina 7: 34, czyli pora, o której nikt normalny raczej nie siedzi przed komputerem w celach rozrywkowych, bo albo się gdzieś spieszy, albo smacznie sobie śpi. Ja za to mam genialne pomysły i od jakiegoś czasu wstaję sobie znacznie wcześniej niż muszę. Najwyższa pora by oduczyć się tego paskudnego nawyku wylegiwania się do późna (w dni robocze zwykle zwlekam się z łóżka ze łzami w oczach, ale w weekendy mogę gnić w łóżku i do trzynastej), tak więc ostatnio wmawiam sobie, jak ja to UWIELBIAM wstawać rano. I wstaję. Życzcie mi powodzenia na tej nowej drodze życia!

People say partings are difficult, but I think that returns are definitely worse - especially when it comes blogging. Spring is a perfect time to change the habits though, so I promise that I'm going to be more systematic (actually not only here, on the blog, but in life generally ). I'd love to write longer posts and take better photos.
What else to say?
We had spent a lot of time before we found a good place for shooting, but successfully - we did it. Applause please, I'M BACK.

Believe me or not - it's 7:34 in the morning and I am writing a post. I know, there is nobody who writes on blog that early, normal people usually goes to school/work or sleep in their warm beds if they don't have to wake up, but as we all know my ideas are great, so I decided to wake up earlier every day and do something productive. Why? Because I like sleeping too much. In weekdays I wake up in the morning tearfully, but when the weekend finally comes I can sleep all day. So lately I am trying to believe that I love waking up early... and actually I almost do. Wish me luck on my new path of life!
ph. Remik
Vero Moda shirt, Stradivarius jeans, Wittchen bag

21.02.2014

everyday make-up routine

Na początku chciałabym przeprosić za niesystematyczne dodawanie wpisów - blogowanie i nauka nie zawsze idą ze sobą w parze.
Niestety nie przychodzę dzisiaj do Was ze zdjęciami stroju. Wielkiej tragedii jednak nie będzie - dzisiejszy post jest o kosmetykach, czyli o tym, o czym ja osobiście czytać bardzo lubię.
Zawsze marzyła mi się toaletka pełna różnych kosmetyków, w szczególności tych do makijażu. Nie wiem, czy potrafiłabym tego używać każdego dnia, nie wiem, co by na to powiedziała moja twarz, ale już od jakiegoś czasu dążę do spełnienia tego bardzo materialistycznego marzenia. Sporo tych mazideł udało mi się uzbierać, a codzienne malowanie się zaczyna być moim nawykiem. Każdego ranka wklepuję w twarz krem BB albo po uprzednim nałożeniu  odpowiedniego dla mojej cery kremu aplikuję na buzię za pomocą gąbeczki podkład (i znowu: jest to albo Bourjois Healthy Mix, albo  Revlon ColorStay). Potem zawsze podkreślam brwi kredką - wiem, że teraz stawia się raczej na bardziej naturalny efekt uzyskiwany za pomocą np. cieni, ale póki co zwykła kredka w zupełności mi wystarcza. Kolejnym krokiem są rzęsy - maluję je maskarą Colossal Volum' Express. Ważny dla mnie jest też bronzer, chociaż nie nauczyłam się jeszcze nim naprawdę dobrze posługiwać.
No i na tym zwykle kończy się mój codzienny makijaż. Nie zawsze używam pudru, bo jeszcze nie znalazłam takiego, który by mnie satysfakcjonował w stu procentach.
Czasem zdarza się, że używam cieni,  mam małą paletkę z Inglota i jest super, ale posiadam też całkiem fajną z Lovely, znacznie tańszą i jak na jej cenę jest w porządku. Kiedyś robiłam wielką, grubą krechę eyelinerem. Taki makijaż, choć piękny, nie pasuje do mnie, więc stawiam na dyskretną czarną lub kolorową kreskę.
Nie lubię różu do policzków, bo po prostu nie potrafię się tym posługiwać, wyglądam źle, nieładnie (dowody znajdziecie w archiwum bloga, bez hejtów proszę).
Jeśli chodzi o paznokcie - to jest moja ZMORA. Ich beztroskie życie skończyło się, kiedy w wakacje pojechałam do Londynu. Na wyjazd udało mi się zapuścić piękne, długie paznokcie, byłam z nich naprawdę dumna (ma się te powody do radości). Nie wpadłam na to, że obóz językowy na którym zwiedzanie jest bardzo intensywne to nie jest najlepszy czas na szpony. I tak, połamałam je, aż do dzisiaj nie mogę sobie z nimi poradzić. Ostatnio zainwestowałam w odżywkę Hard as Nails Sally Hansen i mam nadzieję, że choć minimalnie pomoże. Zwykle stosuję ją jako pierwszą warstwę, później maluję paznokcie byle jakim lakierem (zdałam sobie sprawę, że nieważne, czy lakier kosztował 3 złote czy 30, na moich paznokciach każdy trzyma się tyle samo), a na koniec szybkoschnącym top coatem z Inglota.

W zdobywaniu "makijażowego doświadczenia" pomoga mi oglądanie filmików na yt. Najchętniej oglądam:

*VELVETGH0ST
*ICOVETTHEE
*RED LIPSTICK MONSTER

Pamiętajcie, że te rzeczy wcale nie muszą dobrze działać na Was, na każdym wszystko wygląda inaczej. Kosmetyki, których używam to nie odkrycie tysiąclecia, moje zakupy polegają na wyborze rzeczy polecanych przez większość osób. Jeśli macie jakieś porady, wskazówki albo chcecie mi coś polecić - piszcie.

Well, yes - I haven't been here for a really long time. I promised myself that I'll add posts more often, but it's not easy to be a schoolgirl and a good blogger at the same time. I know, I know, there are some bloggers who add posts 3 or 4 times weekly, but I'm "Team Lazy". I have one more sad thing to say - I won't post any outfit today! I hope you won't cry, because I have prepared something different instead, and I think it's that kind of post that all girls enjoy.
Voila, that's my make - up collection!
Maybe you remember, maybe not - a year ago I wrote something about that I'd like to wear more make - up. And I've started buying eyeshadows, foundations and stuff, so now I own a little collection of them. Are they useful to me? Yes and no.
Every morning I put some BB cream on my face or a foundation (I apply it with a sponge) and it's Bourjois Healthy Mix or Revlon ColorStay (the sad thing is that there are just a bit of it in the bottle).
Then I use an eyebrow pencil to do my brows, it's just a random pencil and I know, now it's more popular to use an eyeshadow etc. for more natural look, but for now this cheap thing seems to be okay.
The next step are eyelashes - I use the Colossal Volum' Express mascara.
I think a bronzer is also important, but actually I am still not perfect at using it.
I don't always use a face powder, because I simply haven't found the perfect one.
My morning routine usually ends here, but sometimes I use:
-eyeshadows - I've got a small Inglot palette and it's great but I also have a nice Lovely one, it's definitely cheaper and... I like it.
-eyeliners - I used to do a big black line but now I know it's not really good for my eyelids and eyes, so I'm trying to make it as thin as it's possible. I totally love colorful eyeliners, like bright pink, it's so much fun to wear them.
-liplglosses and lipsticks - I use bright red lipstick or colorless lipgloss and I need something light and natural, without glitter - any ideas?
I DON'T use:
-blushes - I can't use any of them, but there are some pictures on this blog where I'm wearing some on my face - let's forget about it, right?
A few words about my nails: they're my huge problem since summer. Before my London trip I grown them, they looked really nice and I was so proud (yeees, my reasons to be happy are fab) and I broke them. Since then my nails have been awful, there is no day without a broken nail, ugh. I've started using strengthener Hard as Nails by Sally Hansen. I use it as a base coat, then I paint my nails with a nail polish and then I use a top coat by Inglot.

Obserwatorzy