18.07.2014

Shopping? No, thanks



W ciągu tych wakacji odwiedziłam centra handlowe (nie tylko te w moim mieście) chyba ze sto razy. Nie, nie chodzi o to, że kocham to robić najbardziej na świecie i nie widzę dla siebie innego zajęcia, a już na pewno nie w okresie wyprzedaży, kiedy w niemal każdym sklepie panuje bałagan i chaos, a potencjalny klient zmuszony jest do grzebania w smętnej kupce szmat przecenionych z 99, 99 na 89, 99. Ja kocham i doceniam ładne ubrania, nie zakupy, więc bardzo chciałabym korzystać tylko z zasobów mojej garderoby, a sklepy omijać. W czym tkwi mój problem (czyli kolejny post z serii Cierpienia młodej Szafiarki)?
.

07.07.2014

Cracow diary

Cześć Wam! Jak minął weekend? Ja w Sobotę wybrałam się do Krakowa. Odwiedziłam kilka sklepów (a jakżeby inaczej) i posiedziałam w paru fajnych miejscach, a o samym wypadzie mam do powiedzenia dwie rzeczy.Po pierwsze, było naprawdę bardzo, bardzo miło. Po drugie, to zdecydowanie nie był dobry dzień na zdjęcia. Nie wiem, kto zawinił - czy światło, czy ja, mistrz fotografii. Teraz zostawiam Was z trzema przypadkowymi fotkami, do zobaczenia wkrótce!

Hello there! How was your weekend? I spent my Saturday in Cracow, the city of amazing monuments and great history, but also good food and nice shops. I can say two things about that trip. Firstly, it was really, really nice. Secondly, it wasn't definitely a day of beautiful, creative photos. I'm not sure who did something wrong - the lighting or me, the master of photography. For now I'm leaving you with three random photos, see you soon!



Późne śniadanie w Charlotte, którym jestem bardzo pozytywnie zaskoczona.
Late breakfast in Charlotte - soooo yummy!
Cukierki i  żelki we wszystkich kolorach tęczy, czyli Ciuciu na Grodzkiej.
Ciuciu on Grodzka street - the most colorful place on the planet.

27.06.2014

June

Nadszedł jeden z tych czerwcowych dni, kiedy prawie każdy uczeń w godzinach popołudniowych czuje się jak dzikie zwierzę wypuszczone z klatki. Albo jak piesek ze schroniska, który właśnie został przygarnięty do domu kochającej rodziny i już wie, że wszystko będzie dobrze. Wybaczcie te porównania, ale zdaje mi się, że nic "ludzkiego" nie jest w stanie opisać momentu, w którym dowiadujemy się, że wszystkie oceny są już wystawione i są wakacje. Taaaak. A one łączą ludzi.
Wyobrażacie sobie idealne wzajemne porozumienie pomiędzy osobnikiem siedmioletnim i osiemnastoletnim (mam tutaj na myśli dwie różne osoby. Nie każdy jest mną - może i w metryce widnieje rocznik '96, ale mentalnie określiłabym siebie na max 2005)? Ja nie. Ale kiedy zaczynają się wakacje, ta wyimaginowana dwójka może sobie przybić piątkę, bo jedno doskonale wie, co czuje drugie. Wolność!

June is ending slowly. And do you guys know what it means? Yes. School year is going to the end as well. How I feel as a student? Like a wild animal, which has just escaped from its cage. Or like a little puppy, which had been homeless and finally found new home and a loving family. Oh, sorry for these examples from a zoo, but I don't think any  human feelings can describe THIS moment, when you know all your marks and you don't have to study anymore. And it's finally holiday time. Yeeeeah. Summer holidays connect people. Do you imagine a perfect friendship between a 18 - year - old student and a 7 - year - old (of course, I mean two separate persons. Not everyone can be myself - practically I'm almost 18, but mentally - at most 11)?
Personally, I don't. But when the summer holidays come, that imaginary couple of friends can high five each other, because the first one knows every single feeling of the second. Freedom!

Zara dress, River Island shoes, House watch
.
.
Zdjęcia zostały zrobione w bielskim Peronie. :)

06.06.2014

stressed, depressed... and not even well dressed

Jestem w drugiej klasie liceum, co jest równoznaczne z tym, że właściwie to niewiele zostało mi tych stricte szkolnych miesięcy - wiadomo, że za rok będę żyła szalonym życiem zestresowanej  maturzystki (Jak. To. Brzmi.). I już nawet nie chodzi o to, że boję się tego egzaminu, nie pragnę pocieszeń w stylu "e tam matura, sesja to jest dopiero straszna", Ja się boję tego, czy uda mi się tak zorganizować czas, by mieć go i na rozrywkę, i na naukę, i na...siebie. Nie jestem typem osoby, która całe życie spędza nad książkami i wydaje mi się, że jest to dobre. Ostatnio jednak robię naprawdę mało fajnych rzeczy, co jest spowodowane nie tylko obowiązkami, ale też i moim szwankującym zdrowiem, które często zmusza mnie do siedzenia w domu. Mam też coraz mniej energii. No i niespecjalnie chce mi się stroić.
.