22.08.2014

We don’t need no shows

Miło wyczekuje się jesieni, mając jeszcze w perspektywie lato, słońce, może jakiś wyjazd. Kubki termiczne, kakao, ciepłe kapcie są przecież takie super! Gorzej, jak między tymi wszystkimi błahostkami powoli prześlizguje się melancholia i inne małe, ponure paskudy...
Naprawdę nie wiem, co się tutaj porobiło takiego, że wkradło się zwykłe narzekanie i smęcenie, którego staram się zazwyczaj unikać jak ognia. Ale też właśnie w takich chwilach strasznie się cieszę, że mam tego bloga i że tak dużo tu tego materializmu i kultu przedmiotu. Bo wiecie, z jednej strony to są zwykłe rzeczy, wcale nie najważniejsze i wcale nie są one do pełni szczęścia potrzebne, jednak czasami dobrze jest skupić się na właśnie czymś takim.
A więc, co u mnie? No cóż, powoli, bardzo powoli, bo jeszcze trochę nie dowierzam kupuję zeszyty i obklejam je naklejkami w kształcie zwierzątek, rozważam zmianę fryzury, spotykam się ze znajomymi i piję kawę w hipsterskich kawiarniach. Coraz mniej czytam, coraz więcej piszę.
Przepraszam, że dzisiaj tak krótko, bo trochę powiało hipokryzją, niby dużo piszę, a na blogu tekstu niewiele. Kilka postów jest prawie gotowych, jednak zdecydowana większość jest jednak w fazie roboczej, niby ciągle nad nimi pracuję, ale wciąż coś mnie rozprasza. Wszystko działa na zasadzie myślę, piszę coś przez godzinę, a następnie wszystko kasuję.
Jeszcze nie wróciłam do codzienności, a już jej szczerze nienawidzę. Po prostu.

It's  really nice to think about autumn when there's still summer around. Huge, cute mugs, hot tea, cozy slippers... aren't these things so cool? But hey, autumn isn't only about great stuff like this. You know, melancholy is probably the most popular feeling in this season. And this emotion actually sucks.
Oh, what happened here, to this happy page? I have no idea, but I'm doing something wrong, because I hate writing such deep things in public, you know. However, I'm so glad that I own this blog in moments like this, I love this materialism, the worship of things. Because things are just things, they aren't important or something and people say that they won't make your life any better. But the sad truth is that they actually will, because it's so good sometimes to think about something... trivial.
So, how am I? I'm slowly buying school stuff like notebooks and then stick to them animal shaped stickers, I'm thinking about my hair (nothing has changed in this topic), I'm drinking coffee in cafes. The more I write, the less I read.
I am so sorry for this short post today, it sounds like a little bit of hipocrysy, I said I'm writing a lot lately, and then I'm adding almost nothing on the blog. But yeah, I'm still working on my posts and they're going to be published soon. I just need some time.
I haven't returned to my everyday school life, but I sincerely hate it already. Nothing more than that.



She's a riot t-shirt, Calzedonia pants, Mel by Melissa flats, Zara bag


15.08.2014

The last unicorn is gone

Cześć wszystkim! Naprawdę nie wierzę, że tak szybko dodaję nowy wpis, przecież dopiero co dodałam relację z Warszawy! Kto wie, może własnie na waszych oczach dzieję się cud, a ja z niezorganizowanego, rozmemłanego czegoś przeistaczam się w profesjonalną, zorganizowaną blogerkę? Bardzo by mnie to ucieszyło, ale... wszyscy wiemy, że to nieprawda.
Właściwie to chciałabym pokazać Wam przede wszystkim moje kupione w Warszawie ponczo z Nenukko, z którego nieziemsko się cieszę i którym jestem absolutnie zachwycona. Ludzie, to nie jest ubranie. To miękki, ciepły kocyk. Cudo. Wyobrażacie sobie siedzieć na lekcji matematyki (ałć!), a czuć się jak w swoim własnym łóżku? Super, prawda?

Szczerze mówiąc, jakoś tak nie mogę się już doczekać jesieni w tym roku - może uznacie to za coś dziwnego, bo wszyscy wokół chcą zatrzymać lato przy sobie jak najdłużej, ale ja naprawdę wyczekuję września z utęsknieniem. Po pierwsze dlatego, że mentalnie mam kilka lat i mam zamiar sprawić sobie wyprawkę godną pierwszaka (i mam tutaj na myśli ucznia podstawówki) z piórnikiem we wzorki i zeszytami z kolorowymi okładkami. Po drugie kocham jesienną stylówę, kiedy jest na tyle chłodno, by można było nosić ciepłe swetry i buty z wysoką cholewką, a z drugiej strony nie aż tak zimno, by opatulać swój organizm szalikiem tak, by było widać tylko oczy.
Chyba trochę za bardzo wybiegam myślami w przyszłość, więc mówię sobie samej "cicho, wakacje są!", żegnam Was i do zobaczenia!

Hello everybody! I can't believe I'm writing a new post, actually I've just added a post about Warsaw! I think it's an important moment in my life: a moment, when I'm becoming a good blogger who writes regularly. And I'm so happy because of it (even it it's not true). I just came to show you my newest thing, a lovely Nenukko poncho. This is the best thing ever, trust me. Don't treat it as a piece of clothing, treat it like a soft blanket. Math lessons are going to be much better this autumn because I have it - do you imagine sitting on a uncomfortable chair, but feeling like you were in your own bed? School seems better now, doesn't it?

To be honest, I can't wait for autumn. As you know, I'm mentally a primary school pupil so I'm going to buy a cute pencilcase, a few notebooks with adorable covers, etc. I also love sweater weather, when you can wear comfy knitted sweaters, but it's not cold enough to wear coats and scarves.
Yeah, but it's way too early to think about autumn. Note to myself: it's still summer!
Goodbye, see you soon!



Obiecywałam, że nie będzie tu już moich selfów, ale tutaj mam zdjęcie przedstawiające mnie robiącą selfie, a nie efekt końcowy. No dobra... sama nie wiem, co gorsze.

As I promised, I said no to selfies on this blog. But picture of me taking a selfie... Okay, I'm not sure what is worse.

13.08.2014

Wake me up in July

Cześć, cześć! Jestem już w domu. Spędziłam kilka naprawdę fajnych dni w Warszawie i trochę żałuję, że nie mogłam zostać dłużej - ostatniego dnia pobytu już kombinowałam, kiedy mogłabym wrócić i na ile. Warszawskie lato to kwintesencja wakacji w mieście, można robić naprawdę wiele fajnych rzeczy i chyba nie starczyłoby mi życia, żeby odkryć je wszystkie.

Swoją relację zaczynam od końca, jest mi tak zwyczajnie wygodniej, mam nadzieję, że nie jest to dla Was duża różnica.

Na pierwszy ogień idzie więc Wilanów, a dokładniej pałac i park. Jest to jedno z tych miejsc, do których podchodziłam raczej sceptycznie, bo nie jestem wielką fanką chodzenia po ogrodach i oglądania roślinek, skończyło się jednak na tym, że zrobiłam chyba z tysiąc zdjęć. Nie wiem, czy podobało mi się aż tak, czy po prostu dzięki temu zajęciu udało mi się choć trochę zapomnieć o morderczym upale. Tak czy siak, było naprawdę całkiem przyjemnie, jest tam po prostu ładnie, miło, sympatycznie.

Hello everybody! I'm home. I spend a few really nice days in Warsaw and I regret that I couldn't stay there... forever. The only thing that I do now is thinking about coming back as soon as possible. Summer in Warsaw is an amazing experience, you can do a lot interesting things there and life is definitely too short to do all of them.

I decided to start my travel diary the last day, I hope it's not a big problem.

So during the last day we visited Wilanów, and more specifically the palace and park, which is sooo beautiful, even if you don't like watching plants and flowers (like me), I'm pretty sure you would really enjoy visiting this place. I felt the magic there. I took a thousand photos there, I'm not sure why. Maybe I really liked the view or maybe I was just trying to forget about the heat. Anyway, I really want to share them with you. Let's start!






Po takim spacerze zjedliśmy frytki w już chyba kultowym Okienku i szybko udaliśmy się do Łazienek Królewskich, gdzie w każdą niedzielę o godzinie 12 i 16 odbywają się Koncerty Chopinowskie. Kto się nie pisze na relaks na trawce w upalne, letnie popołudnie? 

After our walk in Wilanów we had french fries in Okienko, the most famous (I think) place with food like this in Warsaw, and then we went to the Łazienki Królewskie - every Sunday you can listen to Chopin's music there played by talented musicians.

Tak naprawdę jedynie w niedzielę robiłam zdjęcia praktycznie bez przerwy, z pozostałych dni nie mam ich zbyt wiele. Jak już wspominałam, bardzo źle znoszę tegoroczne upały, więc o jakimś pozowaniu w celu pokazania ciuszków niestety nie było nawet mowy.

Po Warszawie poruszałam się trochę po omacku. Wstyd przyznać, ale nigdy nie byłam tam na dłużej, raczej zdarzyło mi się wpaść kilka razy  na przykład przy okazji jakiegoś koncertu, dlatego też przewodnik po Warszawie Agaty był dla mnie najbardziej pomocną rzeczą na świecie.

No dobra, przejdźmy teraz do tego, czym żyje ten blog - ubrania. Warszawa to cudowne miejsce na zakupy, naprawdę. Czerpałam przyjemność z samego oglądania rzeczy. Był i Vitkac (w którym oczywiście nie kupiłam nic, ale co się napatrzyłam i namacałam to moje), i Mysia 3 (Nenukko!), Ania Kuczyńska, wpadłam też to She/s a riot i oczywiście Złotych Tarasów. Tak, tak, tak, kupiłam coś i z teraz zastanawiam się, czy robić haul, czy na bieżąco przygotowywać outfitowe posty, tym bardziej, że moje nowości (o nie, padło tutaj to przeklęte słowo) są raczej typowo jesienne, a podobno zbliża się ochłodzenie. Co myślicie?

As I said, I have loads of pics from Sunday, but from other days.. You know, I really hate high temperatures and I was half dead most of the time. No outfit photos, I'm sorry!

But... guess what! Yeah, I bought something (such a strange thing on a blog about clothes, right?)! Cant' wait to show you these things, should I do a haul? What do you think?

Ahh, and sorry (again!) - English version of the post is shorter than Polish. Maybe I'll edit it one day, for now if you have some questions about my trip, just ask me!

Formy Kolory, Hoża 19
Tak sobie myślę, co by jeszcze można by było powiedzieć i chyba wypadałoby wspomnieć coś o jedzeniu, prawda? W. jest pod tym względem super różnorodna, a ja zaliczyłam tylko niewielki ułamek tej różnorodności. 

Wyobraźcie sobie mnie wchodzącą do Mr. Pancake, dość młodzieżowego miejsca, rap w głośnikach itd, z... rodzicami. Ma się to bujne życie towarzyskie!


There's no blog without  pics of food. Yeah, W. is full of amazing restaurants, but... do you guys imagine me entering Mr. Pancake, a cool place for even cooler teens with my... parents? My social life is doing well. 


 Do zobaczenia wkrótce!
See you soon!



08.08.2014

Just letting you know my life is fine

Dosyć długo mnie tu nie było (no nie, znowu?!), pora więc na krótką aktualizację. 

I haven't been here for a long time (ugh, again? Really?) so it's good moment for a little update.
.

Muszę przyznać, że kombinezon to jedna z najwygodniejszych rzeczy tego świata. Ten kupiłam w ciucholandzie i w upalne dni noszę go ile tylko się da, co potwierdza nie tylko zdjęcie z lewej, ale i moje selfie (no dobra, wiem, że to już powoli zaczyna być tandetne). I ta ręką odbijająca się w szkiełkach okularów. Sztuka, moi drodzy, sztuka.

Poza tym, nareszcie wybrałam się do fryzjera i pozbyłam się fryzury w stylu "to nie metrowy odrost, to jest ombre!" Z drugiej strony moje włosy są naprawdę nie do ogarnięcia w te upały, a nienawidzę siebie we wszystkich upięciach... Czekam na cud (ochłodzenie).

Here is me wearing the comfiest piece of clothing ever. I bought this one in second - hand shop and I wear it as often as possible. And yeah... selfie (I know the era of selfies is ending slowly, but it's the last time one appears here, I promise).  And this hand reflecting in my sunglasses. This. Is. Art.

What's more? I visited a hairdresser (finally!) and my hair isn't almost-ombre anymore. On the other hand, my hair is so wild during this summer (it probably hates the heats). I'm waitning for a miracle (colder weather).
.

Co jeszcze? Tego lata odwiedziłam Kraków zdecydowanie więcej razy, niż nakazuje przyzwoitość i niczego nie żałuję. I wiecie co? Nadal nie mam dość!

I've spend a huge part of this summer in Cracow, actually I've been there definitely more times than I should, but I regret nothing.


.


Szaleństwa zakupów ciąg dalszy. Spokojnie, piszę teraz z Warszawy, mam nadzieję, że tutaj znajdę coś naprawdę super! :)

Do zobaczenia!

Super mini, but a really cute haul - my newest adorable socks. Love them! 
By the way, I'm in Warsaw now, I'm going shopping soon, so I hope I'll buy something awesome.

See you soon!

PS Napisałabym dużo więcej, gdybym mogła - niestety, w moim hotelu wifi działa bardzo słabo. /
I wish I could write more, but we have the worst wifi ever in our hotel.