16.11.2014

ʕ•͡ω•ʔ

Nie wiem, jak to się dzieje, że w czasach, gdy zdecydowana większość kobiet chce wyglądać seksownie, ja kupuję bluzę z misiem, która w dodatku teoretycznie jest piżamą. Zdałam sobie ostatnio sprawę z tego, że mój styl zmierza w całkiem innym kierunku, niż myślałam kilka lat temu - zawsze mi się wydawało, że gdy będę miała osiemnaście lat, moja szafa będzie pełna rozkloszowanych spódnic, sukienek w wisienki i butów na obcasach. Powoli zbliżają się moje urodziny, a ja w sklepach zachwycam się milutkimi sweterkami i kapciami w kształcie zwierzątek... Co się ze mną stało? Z drugiej strony, to tak naprawdę ostatnie chwile, by móc się nacieszyć tymi nieszczęsnymi "dziecięcymi motywami". Społeczeństwo wywiera sporą presję na młode dziewczyny, wszelakie misie czy kotki na ubraniach dwudziestolatek są uważane za coś niepoważnego i nieraz kojarzone wręcz z brakiem klasy. A przecież fakt, że tejże bluzy mógłby mi pozazdrościć niejeden przedszkolak chyba nie definiuje mnie jako kogoś niegodnego zaufania, prawda?

Girls usually want to be sexy. I said - usually. I just bought this sweater with such a cute teddy bear print (?) which is actually a part of pyjamas and I am so proud of it. Lately I've realised something funny - I've always thought that my style will be really womanly (skirts, dresses, heels) when I'm 18. I'll be celebrating my eighteenth birthday soon and I'm looking for fluffy knits and animal shaped slippers during shopping. What the hell happened to me? On the other hand, this is the last moment for wearing "childish" clothes. I mean, the society is experting pressure on young girls, a twenty-years-old who likes to wear bears and kittens on her clothes may be seen as somebody  unserious who doesn't know what classy means. But hey, I hope that wearing this sweater (which every preschooler is jeleaus of) doesn't define me as somebody untrustworthy, huh? 

|oysho sweater| topshop shoes| wittchen bag|

26.10.2014

Sunday

Hello there! I've never been this busy and the only thing I'd love to do is to fall asleep and wake up when it's Halloween. My mood is not the best and these pictures describe it better than any words. 
Have a lovely week, see you soon!
Stradivarius pants | Pull and Bear parka | Zara bag

20.10.2014

Back to Black

Przedwczoraj byłam jeszcze blondynką, dziś moje włosy są niemalże czarne. Nie wiem, co mi rok temu strzeliło do głowy z tym blondem, serio - dopiero teraz widzę, że nie był to mój najlepszy życiowy pomysł. Zresztą, nie jestem chyba tym typem osoby, która mogłaby żyć z wiecznie tym samym kolorem na głowie czy nosić ubrania w tym samym stylu do końca swoich dni.

Poniższe zdjęcia nie przedstawiają najbardziej spektakularnego outfitu tysiąclecia, ale bynajmniej nie jest mi z tego względu przykro - chodzę tak ubrana naprawdę często i nie odczuwam potrzeby przebierania się w wymyślne fatałaszki tylko na potrzeby bloga. Mam nadzieję, że wybaczycie mi i to, i moją dość długą nieobecność. Już teraz widzę, że klasa maturalna to nie najlepszy rok na stawianie swoich pasji na piedestale (zastanawia mnie, czy kiedykolwiek w życiu jest na to czas?).

Całe szczęście powoli nadchodzą moje ulubione miesiące w roku. W sklepach szczerzę się do uśmiechniętych dyń (uznajmy, że to normalne) i wyczekuję swojej osiemnastki. Dziś powinnam już chyba zamilknąć, bo ten wpis zaczyna podchodzić mi amerykańskimi powieściami dla trzynastolatek i aż mi trochę głupio.
Do następnego!

The day before yesterday I was a blonde and today my hair is almost black. I have no idea what I was thinking about when last year I decided to bleach it - now I see that wasn't my best idea. Or maybe I am just this kind of person who can't look the same all the time.

The outfit you can see in the pictures isn't really creative and to be honest I don't care about it. I am not sure if these words fit a girl who calls hereself a style blogger, but I just wear these clothes really, really often and I see no reason for not showing them  here. I hope you'll forgive me this, and my long absence - I already see that the last year of high school isn't the best time for blogging (will I ever find some time to do it as often as I wish I did?).

Luckily, the best months in year are coming. I am smiling at happy pumpkins in shops (let's pretend it's normal) and I am waiting for my 18th birthday. Okay then, I think I should stop writing for today - this post seems a bit like an american novel dedicated to teenage girls.
See you soon!

|sh sweater | stradivarius jeans | topshop shoes|

18.09.2014

The striped tragedy

Cześć wszystkim! Nareszcie znalazłam chwilę, by się do Was odezwać i strasznie się z tego cieszę. Niestety, nie mam pojęcia, o czym mogłabym napisać (na pewno właśnie zachęciłam wszystkich do dalszej lektury), bo wiecie - jakoś tak nic ciekawego się u mnie ostatnio nie dzieje. Chyba wszyscy już wiemy, że sens mojego bloga to nie do końca mój styl (szczerze mówiąc to nie wiem, czy toto w ogóle zasługuje na miano stylu), ale raczej moje niezwykle interesujące wypociny. Niestety, dzisiaj mam gorszy dzień, albo moje zwyczajowe pisanie w akompaniamencie Trudnych Spraw czy innego Szpitala powoli przestaje dawać efekty (co oznacza, że raczej nie przeczytacie u mnie posta o organizacji pracy).

Chyba powoli uzależniam się od prostoty i przestaje mi zależeć na zaskakiwaniu innych oryginalnością mojego stroju, bo (prawdopodobnie nie popiszę się w tym momencie kreatywnością) ostatnią sobotę spędziłam na robieniu zakupów, a raczej na gorączkowym poszukiwaniu jakiejś basicowej koszulki. Po, bagatela, trzech godzinach znalazłam ten oto t-shirt w paski. Cud, miód, malinka - luźny i wyjątkowo przyjemny. Z ogromną radością pobiegłam więc do kasy... i tutaj by się kończyła radosna blogowa historia. Moja skończyła się w momencie, w którym po zrobieniu poniższych zdjęć z wdziękiem narzuciłam na siebie kurteczkę i z jeszcze większym wdziękiem zapięłam suwak, przy okazji przycinając nim swoją nową, śliczną bluzeczkę, co poskutkowało dziurą na mniej więcej trzy kilometry. Fail.

Hello everybody! I've finally found some time to write a new post and I am so happy about this, but unfortunately I have no idea what to write (my amazing readers encouraging abilities...), because, to be honest, this week I haven't done anything worth writing about. It's a sad fact, because everybody around knows (I hope) that my blog is not exactly about fashion or style (do I even have any?). It's rather about my super interesting thoughts. And today I've got an uninteresting emptiness in my head. Maybe it's just my bad day, or maybe I should stop watching stupid tv programmes during writing (I am probably not a good person to make a work organizing guide).

As you can see in these pictures, lately I am a bit obsessed with simplicity and I don't care about an original look. I decided to spend my saturday in such creative way - I went shopping and I was looking for a basic striped t-shirt for a few hours. But I found it, and it was one of the happiest moments in my life. The t-shirt is perfect - it's oversized and the fabric is really nice. I couldn't wait to share my hapiness with you.... and stories like this usually end this way. But not in this case. My story endend when I put on a jacket, zipped it up and cropped my new cute top and did a huge hole in it. Fail.

Zara t-shirt, Calzedonia pants, Parfois bag, River Island shoes